trzy. >> piątek, 27 czerwca 2008 21:12:52
cholernie nienawidzę, gdy ktoś próbuje mną rządzić. mówi mi , co mam zrobić , kiedy pójść , kiedy wrócić , a nawet kiedy moge nabrać powietrza w płuca. chce pokazać tą swoją naiwną niezależność, której tak naprawde bardziej nie ma , niż jest.
i właściwie próbuje udowodnić wszystkim , a nawet sobie, że jestem samowystarczalna. wkońcu ja nie potrzebuje ludzi do niczego. bo co oni mi mogą dać? wywołują tylko uczucia. nieważne czy są one przyjemne czy nie. emocje są źródłem dziwnych myśli, dziwnych stanów , nierozumienia samego siebie. naprawde kręci mnie takie patrzenie na życie z boku, a może znów tylko żałośnie próbuje sobie to wmówić? może to kolejne odczucia, których naprawde nie ma , bo są tworem mojej wyobraźni, zwyczajnie wyimaginowane.
ostatnio nic mi się nie podoba. nie podoba mi się, że on mnie kocha. bo to przecież ja wybieram, kto będzie na mnie patrzeć, kto będzie za mną tęsknić, całować , marzyć lub niespać po nocach. i proszę, znalazł się ktoś, kto odważył mi się sprzeciwić , postawić na swoim mimo moich wyraźnych protestów.
przecież lubię mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą. nawet nad tymi zasranymi emocjami próbuję panować na siłę. jeżeli odcięcie się od całego świata i wyłączenie telefonu może pomódz mi zapanować nad sobą samą, jestem w stanie spędzić tak jeszcze i pół roku.
zresztą czas nie ma żadnego znaczenia. ludzie są uzależnieni od czasu , a ja chce być wolna. być ponad to wszystko , ponad te ludzkie przypadłości, ludzkie uczucia, myśli , przyzwyczajenia.
i chyba wymagam zbyt wiele jak na piętnastolatke.
zresztą to tylko kolejne nieznaczące nic cyfry. co za różnica, czy ktoś ma lat 12 czy 25. wyznacznikiem dorosłości powinien być sposób myślenia. i wszystko jest nie tak, jak powinno.
a ja jak zwykle szukam dziury w całym.
i kurwa, nie zależy mi.
komentarze [8]dwa. >> środa, 11 czerwca 2008 14:35:03
Nigdy nie sądziłam, że może być gorzej niż źle. A jednak. Widocznie kolejna rzecz, z której w swoim krótkim życiu nie zdążyłam zdać sprawy.
W tej chwili chcę tylko jednego : pstryknąć palcami i ot tak, wyparować.
Nienawidzię coraz bardziej. Każdą napotkaną osobę mam ochotę zadźgać, pokroić i podpalić.
Nienawidzę każdego centymetra siebie, swojego wielkiego, balono-podobnego brzucha, swoich połamanych paznokci, rozdwojonych końcówek, krótkich rzęs, wiecznie podkrążonych oczu, gigantycznych ud, krzywych pleców, brzydkiego uśmiechu i przesuszonej skóry.
Nienawidzę swojej naiwności.
Nienawidzę Jej, mimo, że podziwiam.
Niecierpię Jej fałszywości, zakłamania i tego, że jest tak przerażająco idealna, a jednocześnie za to ostanie - uwielbiam. Jej obecność doprowadza mnie do obłędu, do zazdrości wprost nie do opisania, a jednocześnie każda chwila z Nią spędzona daje mi radość.
Kolejny raz wszystko spieprzyłam, złamałam słowo dane samej sobie zaledwie dwa dni temu. Za każdym razem powtarzam, że to się nigdy nie powtórzy, że to był ostatni raz. A już następnego dnia robię dokładnie to samo, naiwnie próbując to wytłumaczyć przed samą sobą.
Doprowadzam się do płaczu, rozpaczy i szaleństwa.
Tkwie w błędnym kole, w którym sama się zamknęłam i które szczelnie otoczyłam murem. Teraz, gdy próbuje się z niego wydostać, okazuje się, że mur ten jest przeszkodą nie do pokonania. A ja panicznie potrzebuję powietrza, dusze się, swoją obecnością, tkwieniem we własnym ciele, z moimi chorymi uczuciami, nierealnymi niezdrowymi marzeniami, których przez całkowity brak silnej woli i tak nie spełnię.
Dlaczego nie mogłabym zamienić się z kimś życiami? Wiele oddałabym, żeby być kimś innym, choćby na chwilę, żeby odpocząć od samej siebie, od nienawiści i obrzydzenia.
komentarze [5]jeden. >> niedziela, 1 czerwca 2008 15:41:39
właściwie , chyba jestem szczęśliwa.
Generalnie mam zdecydowanie zbyt wiele czasu żeby się nad tym zastanawiać i szukać, czego mi jeszcze w życiu brakuje. A prawda jest taka, że na upartego brakuje mi wielu rzeczy i tyle samo mogłoby być jeszcze lepsze i jeszcze bardziej wspaniałe. Ale po co? czy nawet jeśli będzie jak chcę, nie znajdę i w tym pewnych wad? A jeżeli tak się nie stanie, to czy coś, co jest idealne nie jest zwyczajnie nudne?
Czym lepiej wszystko się układa, jest spokojniej i pewniej, tym bardziej dusze się w swoim własnym życiu.
coś we mnie pęka. uwalnia się to, co żyło do tej pory w zamknięciu. Coś, co ma ochotę bawić się, krzyczeć i wariować bez względu na konsekwnecje.
Coś, co chce żyć naprawdę, czuć wszystkie emocje i poznać wszystko, co jeszcze nieznane.
Dziś było wspaniale. Spacerując pustymi ulicami mista o 4 nad ranem, wreszcie poczułam smak prawdziwej wolności.
Chcę sama decydować o sobie i podejmować decyzje. Popełniać wiele głupich błędów i uczyć się na nich.
Jutro będzie jednym z tych dni, po których nie wiadomo, czego się spodziewać. Tyle planów, tyle pomysłów, energii i spraw do zrobienia. Kilka poważnych rozmów i parę tych 'o niczym'. Jutro spakuję torbę i położe się spać, żeby we wtorek pojechać na wycieczkę. Przesiedzieć 2 dni w cuchnącym autokarze, a jeden w bezużytecznych ruinach przedpotopowych budowli.
Czy można chcieć więcej?
Jak widać, jednak tak.
komentarze [2]
| Lay&html by
kReJzI dla
incivility |